Skąd to pytanie
Kiedy Kirkland & Ellis ogłosiło, że buduje własny silnik AI z Palantirem za około pół miliarda dolarów, w komentarzach branżowych wybrzmiała myśl, która dobrze to ujmuje: inteligencja nigdy nie była trudną częścią, trudne było ugruntowanie. Czyli powiązanie modelu z tym, czym dana firma realnie jest i jak rozumuje. Stąd druga linia, już slogan: wynajmij inteligencję, posiadaj ontologię. Model to wymienialny silnik. Wartość siedzi w strukturze.
Najczyściej rozpisał to Sam Redlich w serii esejów o ontologii w prawie. Warto je przeczytać, bo nazywają rzecz, której większość rynku jeszcze nie umie nazwać. My pisaliśmy o tym samym przy okazji decyzji Kirklanda i pytania o to, czyją wiedzą jest wiedza kancelarii. Ten tekst dokłada europejską połowę.
Co to w ogóle jest ontologia
Bez akademii: to warstwa znaczenia i reguł położona nad danymi. Nie „dokument 47", tylko „to jest umowa, ma strony, ma termin, termin rodzi obowiązek, obowiązek wygasa". To jest właśnie to, co ugruntowuje model, czyli sprawia, że nie zmyśla w próżni, tylko opiera się o strukturę realnego świata firmy. Amerykanie budują taką ontologię oddolnie, z własnych akt, bo w common law znaczenie trzeba wyłuskać z dokumentów i orzeczeń. I tu zaczyna się różnica.
Różnica pierwsza: w Europie część rusztowania już stoi
W prawie kodyfikowanym kawałek warstwy symbolicznej dostarcza państwo. Mamy teksty ujednolicone w ISAP. Mamy daty wejścia w życie i uchylenia w EUR-Lex jako twardą informację, nie przypis. Mamy reguły kolizyjne, lex superior, lex posterior, lex specialis, skodyfikowane i powszechnie obowiązujące, a nie wyprowadzane z precedensu.
To znaczy, że polska czy unijna droga do systemu, który naprawdę rozumie strukturę prawa, jest krótsza niż droga amerykańskiej kancelarii. Tam szkielet trzeba zbudować od zera z dokumentów firmy. Tu podpinasz się pod infrastrukturę, którą ustawodawca już postawił. To nie jest drobiazg ani pocieszenie. To strukturalna przewaga, którą warto budować świadomie, i której autor piszący z perspektywy common law po prostu nie widzi, bo w jego świecie jej nie ma.
Różnica druga: „posiadać" znaczy też „gdzie to mieszka"
Amerykańska teza kończy się na „posiadaj ontologię". Europejska dokłada drugi klik: posiadaj też grunt, na którym ona działa. Ontologia w cudzej chmurze jest twoja tak, jak twoje są meble w wynajętym mieszkaniu. Formalnie tak. W praktyce decyduje ten, w czyjej infrastrukturze ona mieszka.
Pod AI Act to przestaje być kwestią smaku. Art. 12 wymaga rejestrowania zdarzeń systemu wysokiego ryzyka. To znaczy, że „gdzie ontologia mieszka" i „czy potrafisz pokazać ślad" to nie strategia, tylko record-keeping, czyli dziennik, którego nadzorca może zażądać. W Stanach suwerenność danych jest wyborem projektowym. W Europie pod AI Act jest obowiązkiem. To jest dokładnie sens zero-cloud i lokalnego modelu bez chmury: dane nie wychodzą, więc nie ma ich gdzie zgubić, a ślad zostaje tam, gdzie nadzorca będzie go szukał.
Różnica trzecia: weryfikacja to kwit u drzwi
Jest jeszcze trzecia warstwa, najczęściej pomijana. Samo wyszukanie tekstu nie wystarcza, bo wyszukiwarka podaje tekst, nie strukturę. Model może przywołać prawdziwy cytat pod fałszywą tezą. Dlatego potrzebny jest checker: mechaniczne sprawdzenie, czy dany fragment naprawdę jest w źródle i czy parafraza oddaje stanowisko sądu, a nie „na oko".
I tu domyka się całość. Jeśli checker też nie jest twój, jeśli weryfikację robi cudza usługa w cudzej chmurze, to nie rozwiązałeś problemu zaufania, tylko przeniosłeś go do nowego dostawcy. Weryfikacja ma wartość dowodową tylko wtedy, gdy dzieje się w warstwie, nad którą masz władzę.
Co z tego dla kancelarii
Te trzy różnice nie są osobną listą do odhaczenia, tylko jedną rzeczą: struktura, miejsce, w którym działa, i kontrola, która ją sprawdza, trzymają się razem albo nie trzymają wcale. W Stanach takie postawienie sprawy to dobry projekt. W Europie to sposób, w jaki wynik zostaje obronny w dniu, w którym ktoś poprosi o ślad.
Można dziś mieć AI, które rozumie strukturę polskiego prawa, bo część tej struktury dostarcza ustawodawca. Można je trzymać u siebie, bo pod AI Act „gdzie to mieszka" jest pytaniem o dziennik, nie o gust. Można je wreszcie sprawdzać u siebie, bo weryfikacja w cudzej chmurze to tylko nowy adres tego samego ryzyka.